sobota, 22 listopada 2014

Ręka

A dokładniej moja ręka. I to tak trochę brudna :D Dzień dobry Wam tak w ogóle.
Na specjalne życzenia Raggafayi, oto jak wyglądam po babraniu się w ołówkach albo inszych pastelach, po same łokcie :D


No to na dziś tyle, miłej reszty weekendu :)
Do napisania!
Weronika G.

środa, 19 listopada 2014

Krok po kroku: Jak narysować realistycznego kota?

Cześć Kochani!
Tytuł dziś typowo ułatwiający googlom wyszukanie mojego postu... No ale mam nadzieję, że wybaczycie. I w sumie jest to jakaś mała wskazówka jak tego kota narysować bądź jak tego nie robić, przynajmniej mała analiza przydająca się chociaż mi :D
Koteła widzieliście już daaaawno. Znienawidzony przeze mnie do krzty. Podoba mi się, ale namęczyłam się z nim tak jak od dawna się z żadnym rysunkiem nie męczyłam. Czemu? A no zaraz się przekonacie.


Zaczęłam oczywiście od ogólnego szkicu i wycieniowania oka. To oko że zrobiłam od razu sobie daruję. Jednak w przypadku reszty? Mogłam lepiej zacieniować miejsca, gdzie będzie najciemniej w myśl zasady od ogółu do szczegółu. No ale po co jak Isia sobie może narobić więcej roboty i zastanawiania się, gdzie mi ten światłocień uciekł? :)


Dzielnie cieniowałam dalej.Tutaj już nieco mądrzałam, cieniowałam większą powierzchnię i dorabiałam ciemniejsze plamki, żeby efekt sierści i memłanego futerka jakikolwiek uzyskać.
Efekt na załączonym obrazku. I zaczęłam to nieszczęsne tło.... O zgrozo...


 Oczywiście tło cieniowałam by uzyskać jak najgłębszą czerń jaką byłam w stanie za pomocą ołówków. Czyli podkład HB, wtedy warstwa lub dwie 6B, na to 8B i cieniowanie HB znów, by wszystko ładnie się scaliło.Oczywiście zaczęłam cieniować pociągnięciami "żeby było szybciej". Wyszły brzydkie mazy, więc wtedy dawałam kolejne warstwy ołówków cieniując drobnymi kółeczkami, by jednak było gładko. Zamiast zrobić szybciej narobiłam sobie więcej pracy. 
A efekt? Były kamyczki w 6B jak potem zauważyłam i i tak widać te brzydkie pociągnięcia.
Następnym razem tło robię węglem.


A jak poczyniłam wąsy i białości i w ogóle różne takie? Najpierw zostawiałam wolne miejsca. Efekt taki... no brudne to było tak czy tak i na białe wąsy nie wyglądało, nieestetyczne i w ogóle. Chciałam kupić biały żelopis i tym poprawić, jednak byłam tak leniwa, że tego nie zrobiłam przez kilka miesięcy i namalowałam wąsy i poprawiłam część plamek białym lakierem do paznokci. Kolejny błąd, zniszczyłam pędzelek, a praca męcząca. Ale się dało.

Podsumowując:
* zanim się wezmę za kolejnego kota na poważne zrobię studium kociej anatomii (czyli czeka mnie kolejna seria 100'tu szkiców, o tym też zrobię notkę, jak już skończę);
* mixmedia ułatwia życie i należy z tego korzystać, a nie jak debil się upierać, że ołówek;
* zasada od ogółu do szczegółu niejednokrotnie udowodniła mi, że tak jest dużo łatwiej, szybciej, efektywniej i że nie powinnam tak od niej stronić.
* realizm polegający na dokładnym odwzorowywaniu zdjęć zaczyna mi się nudzić (powiedziała kończąc takie właśnie portrety dziewczyny i konia).


Szkoła mnie coraz bardziej wkurza, bo mam multum pomysłów jak rozwinąć moje rysowanie. Dodatkowo mam trochę roboty z rysunkami do skończenia, a pomysłów coraz więcej.
Jedno zamówienie właśnie kończę, myślę, że dziś wieczorkiem będzie finisz, jednak będę mogła Wam pokazać dopiero w grudniu (prośba klientki). Powoli, ale wszystko idzie do przodu. I tak jestem zadowolona, że jakoś ruszyłam :) Im więcej roboty tym więcej chce się robić, ot taki paradoks :D

Z tymi słowami Was zostawiam.
Do napisania,
Weronika G.

sobota, 15 listopada 2014

Krok po kroku: Jak narysowałam szkielet?

Cześć Wam!
Dzisiaj tak szybciutko, bez rozpisywania się nadmiernego. Znów z czymś starym, ale przeze mnie uwielbianym.
Jakiś czas temu robiłam filmik z Kostkiem w roli głównej robiąc coś w rodzaju time lapse z procesu powstawania. Pomyślałam, że wstawię jeszcze taką wersję mojego szkieleciku z kilkoma skanami, gdyby ktoś chciał po prostu sobie spojrzeć jak to wyglądało dokładniej. Dobra, popiszę chwilę też, no bo jakby tak inaczej :D
Na początek, wzorowałam się na tym:


Jeszcze na początku mojej rysowniczej przygody od razu bym się rzuciła na kontury i próby robienia wszystkiego od razu tak jak powinno to wyglądać na końcu. Tutaj już byłam na tyle mądra, by zacząć odmierzać ołówkiem, zaznaczać ogólnie (stąd te urocze nieogarnięte do końca krechy na początku) oczywiście delikatnie moim ukochanym HB.


 Po tym zaczęłam delikatnie rysować kształty kości, jak był na moje oko w porządku robiłam mocny kontur. Potem kościki cieniowałam gdy było ich kilka. Znów HB, wspomagany 8B.


I dalej...


Aż się rzuciłam na kredki, żeby pokolorować serce. Wtedy dorobiłam cień kładąc ołówek bokiem.

Co bym poprawiła?
*proporcje. Niestety na etapie kresek i chaosu zatrzymałam się na zbyt krótko, było iść się przejść, żeby potem świeżym okiem ocenić proporcje szkieletu.

Ale... Tak czy tak, uwielbiam ten rysunek. Nawet moje zamiłowanie do poprawnej anatomii mi nie psuje miłości do niego :D


A tak na koniec co u mnie? Wreszcie motywacja mi wraca, z tym, że teraz do rozwijania się artystycznego :D Szkoła to tam wiadomo, dość o tym. Jakoś idzie. ;)

Do napisania!
Weronika G.