niedziela, 15 czerwca 2014

Krok po kroku: Jak nie rysować konia?

Dzień dobry :)

Dzisiejszy post (a właściwie rysunek, który jest jego tematem) jest dowodem na to, że umiejętności i wiedza nieużywane zanikają.

Dzisiaj rysowałam konia i dzięki temu mogę Wam pokazać jakich błędów należy unikać jak ognia.
Tak więc już Wam mówię jak zepsułam rysunek i co powinnam poprawić.

Zdjęć nie mam, ale jest film. Mam nadzieję, że oglądając go zobaczycie wszystko o czym mówię. Kombinuję jak mogę z braku statywu. Ogląda się na pewno gorzej, bo pod kątem nagrywałam, ale tym razem szło o moją wygodę, wcześniejsza statywo-zastępcza konstrukcja, z którą zwykle nagrywam zasłaniała mi kartkę.


Krok 1. Wybór zdjęcia, techniki i kartki.
Rysowałam wzorując się na <tym> zdjęciu. Kontrast jest w porządku, ustawienie zwierzęcia też, bo chyba najprostsze. Ogółem, cud miód i malina. Tylko małe. Dużo za małe. Ale ja nie dam rady?! No najwyraźniej nie dałam :D
Rysowałam miękkim węglem rozcierając puchatym pędzlem i wycierając gumką chlebową. Tutaj mój wybór był trafny.
Kartka ma dziwny format, coś pomiędzy A5 a A4. Czyli za mała. O wiele łatwiej rysuje się na dużych formatach. Szczególnie węglem.

Krok 2. Rozmieszczanie na kartce i pierwotny szkic.
W tym miejscu mała kartka to zuuoooo. Pojawił się ten problem co zawsze przy małym formacie. Zaznaczyłam zbyt dużą głowę, zrobiłam resztę szkicu i wtedy uszy. Radzę najpierw sobie chociaż kropkami pozaznaczać granice gdzie ma być głowa (z uszami!), nie będzie sytuacji gdzie łeb przytłacza w rysunku swoją wielkością, a uszy są za małe, bo się nie zmieściły. Potem już od ogółu to szczegółu, co jak widać zrobiłam, ale mimo to narysowałam za małe chrapy. Czemu? Bo nie odeszłam na chwilę od rysunku, żeby sprawdzić świeżym okiem czy ten mój wtedy kanciak jest proporcjonalny. Wesoło rysowałam dalej i złe proporcje zauważyłam jak było za późno.

Krok 3. Cieniowanie. Tu nie mam już do siebie zastrzeżeń. Cieniowałam również od ogółu do szczegółu, warstwami. Zacieniowałam najciemniejsze miejsca, rozmazałam i tak w kółko, z tym, że z coraz większymi szczegółami jak żyłki. Po drodze zaczynałam wymazywać miejsca zbyt ciemne poprawiając tym samym światłocień. Tu też widać, że przydałaby się większa kartka, trudno się cieniuje węglem tak małe powierzchnie, trudno uchwycić szczegóły.
Grzywy (a dokładniej grzywki) nie skomentuję. Po prostu jest z nią coś nie tak. Nie wiem co, nie wiem jak powinnam ją narysować. Po prostu nie umiem... Jeszcze!
Zafiksowałam lakierem do włosów i jeszcze troszkę poprawiłam światłocień.


Krok 4. Tło. Po zafiksowaniu zabrałam się za tło chcąc dać nieco głębi rysunkowi. Najpierw przy pomocy pędzla pyłkiem z węgla próbowałam coś tam cieniować. Efekty były mizerne, więc wzięłam drewienko i nim już dalej cieniowałam i rozcierałam. A i tak wyszło jak wyszło. Czyli tak:




Krok 5. Schować na dnie szuflandii i się nie przyznawać, że to moje.

A tak na prawdę będę pokazywać :) Bo przynajmniej widać, że nic samo nie przychodzi, najpierw są krzywusy, dopiero po czasie człowiek staje się mistrzem.

Żeby nie było, że nic mi się nie podoba i jestem wiecznie niezadowolona, podoba mi się obszar przy oku, ganasz i chrapy, a dokładniej jak je wycieniowałam.

A wnioski po?
* popracować nad anatomią, bo większość pozapominałam,
* wybierać większe formaty,
* częściej odchodzić od rysunku.

Mam nadzieję, że lubicie się uczyć na moich błędach i mimo niedorobień i długości post przypadnie Wam do gustu ;)

Do napisania!
Nika G.