czwartek, 22 maja 2014

Mały rzut gryzoni.

Hej Kochani!
Nie macie mnie jeszcze dość? :) Ostatnio często piszę jak na mnie. Cieszy mnie to bardzo. W końcu jest coś, co udaje mi się przynajmniej na razie robić systematycznie. Taki mały znak, że w końcu biorę się w garść :) Udaje mi się znaleźć czas na pisanie, nawet na rysowanie, ale już gorzej jest z komentarzami u Was, zawsze czytam, ale nie zawsze skomentuję, ale mam nadzieję, że jak się zrobi nieco luźniej w szkole nadrobię zaległości u Was ;)
Taaa... czas... Maj jest zdecydowanie najgorszym możliwym miesiącem w roku! Nie wiem już nawet czy w tym miesiącu był dzień kiedy nie miałam jakiegoś sprawdzianu. Czysta wariacja, nauczyciele uznali, że muszą zbiorowo nas wygnębić. I testy roczne... Dobra, koniec marudzenia! :)

Co się robi jak następnego dnia ma się kilka sprawdzianów? Owszem, rysuje się! :D

A zły humorek skutkuje szczerymi do bólu gryzoniami ;) Oczywiście wszystko ze śmiechem i przymrużeniem oka.

Zmykam na randkę z nową miłością, aldehydami i ketonami.
Do napisania!
Wykończony biochem, znaczy Nika G.

piątek, 16 maja 2014

Krok po kroku - Jak narysować realistycznego motyla? Czy może jak tego nie robić.

Cześć Miśki! :)

Dziś do Was przychodzę z małym krok po kroku jak narysowałam motyla. Co więcej, motylek miał być realistyczny. I miał być naszym rodzimym monarchem.

Specjalistką nie jestem, nadal się uczę. Mam nadzieję, że takie posty z cyklu krok po kroku pomogą zarówno mi jak i Wam i że wszyscy wyciągniemy wnioski z moich rysowniczych błędów. :)

No to lecimy z tym... monarchem. Weźcie sobie jakąś herbatkę i kanapkę, bo post jest długi. ;)
Najpierw wybrałam zdjęcie z google. A dokładniej <to zdjęcie> . Jak widać z wikipedii

Jeżeli nie widzicie skanów, czy ledwo je widzicie polecam mocniej odchylić monitor lub spojrzeć z dołu.

Potem zgodnie z zasadą od ogółu do szczegółu zrobiłam szkic. A motylkowe proporcje i tak poszły swoją drogą :) 
Zaczęłam od kreski, która zaznaczała gdzie będzie motyle... ciało? Po prostu głowa, tułów i odwłok (nie ma to jak po dokładnym omówieniu owadów na biologii nadal nie wiedzieć jak nazwać części motylka). Zauważyłam, że wewnętrzna krawędź górnych skrzydełek ma podobną długość do całego ciała. i że dolne skrzydełka tworzą mniej więcej trójkąt równoboczny. Zaznaczyłam to, dopracowałam kształty, szczegóły, wyczyściłam szkic ze zbędnych linii i jeszcze przy pomocy gumki chlebowej rozjaśniłam go, żeby nie przebijał spod kredek. I przez to praktycznie go nie widać na skanie...

Kolejny etap to już kolorowanie. Najlepsza zabawa! :D Złapałam za ciemny pomarańcz, kredka akwarelowa, bo jest najmiększa z tych, które posiadam. Zacieniowałam w miarę równomiernie pomarańczowe pola na górnych skrzydłach. Miejsca, które są jaśniejsze potraktowałam akwarelową żółtą kredką. Górnych skrzydeł nie wygładziłam za bardzo, tylko jasne miejsca, bo na zdjęciu mają lekko "chropowate" przejścia. 
Na dolnych skrzydłach dałam żółtą bazę miękką kredką, twardszą pomarańczową jednocześnie zaczęłam wygładzać i cieniować. Na koniec wszystko wygładziłam żółtą twardą.

Na górnych skrzydłach widać ładny brąz. Więc złapałam za ciemną czerwień z kredek akwarelowych i w dosłownie kilku miejscach musnęłam kolorem, robiąc okrężne ruchy. Po tej cieniuteńkiej warstewce zabrałam się za miękki chłodny brąz i nim dopracowałam wszystko, znowu okrężnymi ruchami. Zrobiłam kilka "żyłek".
Tym samym chodnym brązem wstępnie zacieniowałam obszar pomiędzy pomarańczem na dolnych skrzydłach, delikatnie wyjeżdżałam na pomarańcz, żeby uzyskać łagodniejsze przejścia.  Resztę motylka, gdzie później będzie czerń zakolorowałam twardymi kredkami, zieloną, niebieską i fioletową omijając (próbując omijać) pola, które będą białe. Zamiar był taki, żeby potem te kolory przebijały spod spodu.
Zabrałam się za miękką czarną kredkę i już widać, że coś jednak się dzieje. pierwsza warstwa była w miarę jednolita, bez cieniowania, raczej zwykły podkład. No i widać, że skan zrobiłam jak już zaczęłam nakładać drugą warstwę.
Jak widać druga warstwa już jest. I jeszcze jedna. Przyciemniłam mocniej całość miękką czarną kredką, potem docisnęłam w najciemniejszych miejscach. Wygładziłam twardymi kredkami fioletową i niebieską, dodałam kolorowe odbicie (znów fiolet i niebieski) kredkami akwarelowymi, poprawiłam białe plamki namoczoną białą kredką akwarelową. Poprawiłam cieniowanie na pomarańczowych plamkach miękkim brązem i zmiękczyłam brzegi plamek cieniując po ich brzegach czarną miękką kredką wykonując drobne, koliste ruchy.
 A to już przerabialiśmy, pierwsza warstwa czerni.
 Druga warstwa czerni z dociskaniem w najczarniejszych miejscach, wygładzanie twardą zieloną kredką i jeszcze warstwa "miętowego" (kto tak nazwa ten kolor? mięta wygląda zupełnie inaczej...) zrobiona kredką akwarelową.
Odwłok? motyla  również dopracowałam czarną kredką i wygładziłam niebieską. Zrobiłam też kilka włosków/rzęsek. Niestety białe plamki na motylku tak czy tak były bardzo nieostre, za małe, więc uznałam, że je poprawię. W tym celu sięgnęłam po białą akwarelką, rozrobiłam ją z dosłownie kroplą wody i namalowałam białe plamy od nowa.

Efekt fotorealisyczny może to nie jest, ale i tak mi się podoba. :) I rysunek spełnił swoją funkcję, oderwał mnie od świata rzeczywistego (a biologia leży i czeka).

Co bym zrobiła inaczej wiedząc jakie błędy zrobiłam?
* większa symetria, bo się posypała...
* nie bawiłabym się w szkicowanie i omijanie białych plamek, bo i tak musiałam je na nowo malować
* inaczej bym rozmieściła te białe plamki
* częściej bym zerkała na zdjęcie, bo bardziej rysowałam z głowy niż patrząc na wzór
* wybrałabym większy format, 10,5x11cm to trochę masochizm.


Notka szalenie długa, ale mam wielką nadzieję, że jednak komuś się przyda :) Sama lubię takie czytać, więc postanowiłam również spróbować swoich sił w takich postach.


Dziś już więcej Was nie męczę, do napisania! :)
Weronika G.

piątek, 9 maja 2014

Spróbuj rozweselić pesymistę. I rysunek.

Cześć Kochani!

Mam dziś coś słaby humor, więc przepraszam jeśli będę dość niemiło pisać ;)

Pokazywałam już tę pracę na facebooku i na deviantarcie, ale co mi szkodzi jeszcze tutaj? ;)
Tu przynajmniej będzie parę słów więcej niż opis techniki i zakaz kopiowania.

Tym razem rzuciłam się na kredki akwarelowe (nierozmywane, bo po co?), wygładzane zwykłymi szkolnymi. A format A5 w tym wypadku był czystą głupotą. No ale co zrobić jak mało czasu i się zachciało małego formatu?
Ma moje oczy... i włosy... podobny kształt ust... a reszta to parodia ;) Najpierw było ok, ale jak się zabrałam za szyję to zepsułam.
Skanów w trakcie rysowania nie mam (a szkoda, następnym razem postaram się nadrobić), ale tak pobieżnie powiem Wam co po kolei robiłam. Zaczęłam od zaznaczenia na kartce drobnymi kreskami szarą kredką akwarelową, gdzie ma się zaczynać, a gdzie kończyć rysunek. Potem zaznaczyłam owal głowy (czyt. narysowałam dosłowne jajo). dorysowałam bardzo ogólny zarys, gdzie będą włosy. Zaczęłam powoli definiować linię żuchwy, rozmieściłam pierwsze cienie, pod nosem, policzków, zacieniowałam oczodoły, po naszej prawej stronie zacieniowałam też twarz. Wszystko szarą kredką, bardzo delikatnie. Dodałam resztę szkicu (oczy, nos, usta). Przez wcześniej nałożone cienie łatwiej mi było je rozmieścić. Dopracowałam skórę twarzy, zakreskowałam włosy, wygładziłam cieniowanie skóry szarą kredką szkolną, oczu za to niebieską. I wtedy zacieniowałam szyję. I wyszło jak wyżej :P

Coś mnie ciągnie do portretów ostatnio. Mistrzynią w tym nie jestem, wystarczy spojrzeć na ostatni portret dziewczynki, który znajdziecie oooo... <tutaj> i zdjęcie na podstawie którego rysowałam (link pod rysunkiem). Ale mimo, że nie wychodzi jak ma, to bardzo to lubię. To jak ze śpiewaniem, nie umiem, a też śpiewam :)

Szykuję dla Was kolejne posty w najbliższym czasie. W końcu postanowienia noworoczne należy spełniać, a ja w tym roku postanowiłam rozwinąć bloga, częściej rysować, rozwinąć też... kanał na YouTube :) I wiem, że często Wam to obiecuję, ale w końcu mi się uda, ja po prostu mam słaby rozpęd :D

No i... na dziś to chyba wszystko.
Do napisania!
Weronika G.

wtorek, 6 maja 2014

UWAGA GADAM Matura 2015, czyli jedno wielkie ból-dupienie.

Dzień dobry, a może dobry wieczór, bo piszę prawie o 22.00 :)

Ja jak to ja, raz na jakiś czas mam usilną potrzebę gadania. I tak przy okazji matur, tego, że od września także mnie nazywać będą maturzystką jak i jednego wielkiego ból-dupienia mojego rocznika na temat zmian w maturze i "ojeju-jak-to-będzie-ciężko-ola-Boga" oczywiście swojego komentarza nie mogę nie rzucić. Wszystkie osoby, których ten post kompletnie nie interesuje proszę po prostu o zostawienie go, kolejne będą rysunkowe. No chyba, że jednak znowu zobaczycie w tytule UWAGA GADAM. Wtedy wiać, gdyż znowu wyżywam się na klawiaturze.

Jakie to straszliwe zmiany nam się szykują? A no nie aż takie straszne jakby się wydawało. 

Z polskiego zmiany mi bardzo przypadły do gustu. W końcu na maturze pisemnej chcą znać nasze zdanie, możemy interpretować, MYŚLEĆ samodzielnie i klucz ma być rzekomo ułożony tak, że uczeń rzeczywiście sam myśli, wymyśla logiczną tezę i ją uzasadnia. Mi tam odpowiada. Nie tylko nie muszę zgadywać jaki klucz mógł wymyślić ktoś układający test, ale i mogę wreszcie użyć słów "uważam, że". Nie w nadmiarze rzecz jasna. Tak jest według mojej polonistki, więc chyba mogę jej pod tym kątem ufać... Jak dla mnie same plusy!

Co do matury ustnej z języka polskiego... Ku przerażeniu rocznika 1996 nie będzie już prezentacji pisanych wcześniej i potem wkutych na blachę. Wracamy do tego jak było wcześniej, czyli wchodzimy na egzamin, losujemy i mamy całe 15 minut, żeby się przygotować do odpowiedzi. Liczy się nie prezentacja (często pisana przez kogoś innego), ale wiedza. Ja problemu nie widzę. W końcu osoba wykształcona (jednak tyle lat edukacji, to jakieś wykształcenie jest), która przerobiła ten materiał powinna być w stanie wykrzesać coś z siebie, potrafić jakoś przekazać tę swoją wiedzę. No i że nienawidzę wykutych prezentacji, wolę mówić prosto z głowy i dużo dla mnie to rozwiązanie jest idealne.

Zmiany w matematyce? Właściwie to o tych nic mi nie wiadomo nawet czy są. Ale i tak nawet jeśli by były, to w końcu ucząc się tego tyle lat, uczniowie powinni potrafić ogarnąć na tyle, żeby wykrzesać z siebie te 30%.

Język angielski... gramatyka w podstawie. Również krzyk. "Na co to komu?!" Ale ja się pytam, jak sobie człowieku wyobrażasz używanie języka nie znając podstawowych zasad gramatyki? Oczywiście, można mówić "Kali chcieć jeść", jednak po raz kolejny... ucząc się tego języka od co najmniej 3 lat, taki przeciętny uczeń powinien jednak na tyle gramatykę umieć, żeby przynajmniej zdać, jeśli nawet nie napisać na nawet niezłym poziomie. O innych zmianach w maturze z języka nie słyszałam.

Nasza nauczycielka chemii po konferencji przekazała nam słowa pani, która wykład prowadziła "to, że czegoś nie ma w programie, nie oznacza, że nie będzie tego na maturze". Z jednej strony-idiotyzm, z drugiej-uczeń myślący jak dostanie zadanie, w którym będzie tekst zawierający wiedzę potrzebną do zrobienia zadania jednak może je wykonać. Oczywiście skraca to nam czas pisania, bo musimy jeszcze rozkminić o co chodzi. Na całe szczęście w naszej szkole nauczyciele postanowili przerobić materiał wycofany z podstawy, żebyśmy jak to dostaniemy mogli szybciej te zadania zrobić. Da się? Da. Trochę to bez sensu, zgodzę się, ale jak mus to mus. 

Biologia to wielka niewiadoma, zostaliśmy poinformowani, że zadania są podobne do tych, co były i jak systematycznie będziemy się przygotowywać, zdamy bardzo dobrze. Patrząc na ilości jakie muszę wkuwać o ten przedmiot się nie boję.

Innych nie zdaję, więc nie wiem, ale pewnie podobnie.

Kolejna rzecz, poza materiałami spoza programu na chemii, która jest bez najmniejszego sensu to usunięcie możliwości zdawania podstaw poza trzema tymi, które każdy zdawać musi, czyli matematyka, polski i język obcy. Do tego trzeba wybrać minimum jedno rozszerzenie, albo z tych trzech, albo któreś dodatkowe. Co by szkodziło zdawanie np. podstawy z biologii? Nie wiem, to już by trzeba było pytać ludzi mądrzejszych.

Ale podsumowując, nie będzie tragedii, osoby, które pracują zamiast się obijać zdadzą. Matura 2015 jak i przygotowania do niej wiele różnić się od poprzednich nie będą. Według mnie te wszystkie utrudnienia są dobre. Próg tak naprawdę jest niski, 30% to mało. Ucząc się tyle lat można to osiągnąć. Może to zabrzmi okrutnie, ale mi się ten sposób odstrzału przyszłych pseudo-magistrów bardzo podoba. Bo ludzie, którzy nie są w stanie zdać takiej matury nie powinni w przyszłości studiować. Co da matura zaliczona na odczepnego, tak samo zdobyty ten tytuł mgr? Lepiej, żeby tacy ludzie zdobyli fach w szkole zawodowej i potem byli dobrymi pracownikami, również wykształconymi, ale pod kątem rzemieślnika. A tak w świecie, gdzie jest pełno ludzi z trefnym wykształceniem trudno zdobyć pracę, bo albo fachu nie mają, albo takich magistrów od groma i trochę.

Ja się matury nie boję :) To samo radzę Wam, nie bać się! Systematyczna praca i sukces gwarantowany.

Mam nadzieję, że nikogo nie zanudziłam na śmierć ;) 
Do napisania!
Weronika G.