środa, 31 grudnia 2014

UWAGA GADAM Podsumowanie, plany, trochę zmian.

Cześć Kochani! :)

Dzisiaj jako że jest Sylwester przychodzę do Was z  notką podsumowującą, przegadaną jak mało kiedy. Na koniec 2014'go się rozgadałam. Chociaż tak w sumie ja cały rok gadam jak pokręcona...

Poprzedni rok nie był jakoś szczególnie szczęśliwy ani łatwy, jednak nie zaliczę go do swojej życiowej porażki. Wiele się nauczyłam, podjęłam chyba najważniejszą w moim życiu decyzję związaną ze studiami tak już na 100%. Wkręciłam się w nową pasję czyli naukę języków jeszcze bardziej i odkryłam, że to coś co chcę robić w życiu, uczyć się sama, potem uczyć innych w ten lepszy od tradycyjnego sposób. Powróciłam do hobby sprzed kilku lat i teraz, mam nadzieję, z lepszym podejściem. Spróbowałam jazdy konnej i jak tylko będę miała okazję wiem, że do tego powrócę. Zaczęłam pisać tutaj częściej. Nie rozwinęłam bloga, kanału tak bardzo jak chciałam, jednak ilość osób obserwujących mnie na facebooku bardzo mnie zaskoczyła i uważam to za mały sukces. Oczywiście tego co mam tutaj nie pomijam ani nie mówię, że jestem niezadowolona. Mam swoich stałych czytelników, każdego z Was w jakimś stopniu znam, przynajmniej z Waszych blogów, mam prawie 5000 wejść, z czego większa część była w tym roku. Napisałam 25 notek, co w mojej historii blogowania jest swoistym rekordem. Zaczęłam pisać nieco inaczej, zmieniło się moje myślenie. 

Na kolejny rok znów mam sporo planów. Nawet jeśli one się nie spełnią, to moje życie i tak bardzo się zmieni. Matura, koniec szkoły, zaczną się studia. Najpewniej wyprowadzę się z domu. Jednocześnie mnie ten rok przeraża i intryguje.

Na początku roku mam już zaplanowaną jedną rzecz, którą na pewno zrobię. I oczywiście zrobię na ten temat post, bo jest to wyjątkowo ważna sprawa. 

Chcę dalej pracować nad blogiem, trochę systematyczniej pisać. Będzie się pojawiać więcej recenzji książek. Muszę nad nimi jeszcze popracować, a jak inaczej jak nie pisząc? ;) Mam też skromny plan by częściej pojawiały się notki krok po kroku, bo jak mówiłam sama lubię takowe czytać u innych, jak i mi dużo daje takie przypatrzenie się dokładnie temu co robiłam. Mam kilka pomysłów na inne notki i mam nadzieję, że tym razem się uda je zrealizować. Myślę, że w pewnym stopniu sprecyzowałam to jaki ten blog jest, takie moje małe miejsce w sieci do dzielenia się z Wami myślami, książkami i pasją. Teraz pozostaje tylko podążać w tym kierunku.

Kanał na youtube w tym roku nie rozwinął się jakoś szczególnie, ale tragedii nie ma. Niestety sprzętu do nagrywania procesu rysowania nie posiadam i nie zanosi się, żebym szybko dostała takowy. Ten cel odraczam, ale i tak mam nadzieję, że uda mi się go zrealizować.

Mam zamiar oczywiście nadal rysować i się ćwiczyć w tym zakresie. W tym roku chcę więcej szkicować z natury. Chciałabym też rysować więcej portretów. Wcześniej nie lubiłam, ale ostatnio się przekonałam i bardzo przyjemnie spędzam tych kilka minut/godzin nad kartką z której wyłania się człowiek.

Nie pamiętam czy wspominałam, że czasem piszę. Jednym z podpunktów na liście w tym roku jest napisanie tego co zaczęłam w sierpniu od deski do deski. Nie chcę tego wydawać, jedynym moim celem jest w ciągu 2015'go zamknąć ten plik z dopiskiem KONIEC.

Mam też takie postanowienie, by zawsze podróżować z książką. Dużo jeżdżę, spędzam jakieś 40 minut dziennie w autobusie i często czekam ok. 30 minut, jednego dnia nawet 1,5 godziny na autobus jadący do mojego miasteczka. Taki urok dojeżdżania do szkoły ;) Nie wiem jak to możliwe, że ja, mól książkowy, byłam tak głupia by ten czas spędzać na bezczynnym siedzeniu na dupsku. Wstyd! Od teraz czytam! Mam kilka książek w swojej biblioteczce, które na mnie wiernie czekają. W końcu nadejdzie ich czas. Podejmuję się też takiego wyzwania książkowego. Nie będę robić wszystkiego byle temu podołać, ale będę próbowała i co jakiś czas odhaczała z listy jakąś pozycję. Mam nadzieję, że mnie to zmusi do sięgnięcia po coś, czego normalnie bym nie przeczytała, do poszerzenia swoich horyzontów i może znalezienia czegoś nowego co polubię, a normalnie wybierając bym nie poznała. Chcę też więcej czytać po angielsku. Aktualnie po trochu czytam "Vanity fair", wydanie opracowane specjalnie do nauki angielskiego. I tutaj widzicie mój kolejny cel, czytać po angielsku. Będę zmuszona idąc na filologię, ale to dopiero w październiku. Do tego czasu chcę każdego miesiąca przeczytać przynajmniej jedną książkę po angielsku, nawet jeżeli będzie to cieniutka książeczka.
Ogółem chcę dalej pracować nad sobą, wyrobić w sobie systematyczność, popracować nad charakterem. Bycia wrażliwą nie zmienię, ale z kolei może uda mi się uodpornić na niektóre przykre sprawy w życiu.

Na konkursie talentów na BW.
Co z tego, że rozmazane,
liczą się wspomnienia! :)
W 2014'tym moja nauka języka i pasja uczenia również nabrały rozpędu. Trafiłam na Business Week i tam dostałam ogromnego życiowego kopa. Widzę, że umiem, że mogę. Pozostały wspaniałe wspomnienia. Poznałam cudownych, pozytywnych ludzi. Polecam każdemu kto ma okazję ;) Również w 2015'tym, poza dostaniem się na filologię angielską mam sporo planów dotyczących nauki języków... Trzymajcie kciuki, żeby wyszło :)

Kiedyś ktoś powiedział, że takie podsumowania nie mają dla niego sensu... Nie zgodzę się. Dopiero pod koniec tej notki widzę, że ten rok wcale nie był taki zły. Postanowienia można sobie robić cały rok, ale dopiero w tym czasie u mnie wszystko się systematyzuje, to taka okazja do refleksji.

Ciekawi mnie jakie Wy macie plany, z czego jesteście zadowoleni, a co się wydarzyło w 2014tym. Chętnie poczytam Wasze notki i komentarze :)

A z okazji Nowego Roku życzę Wam motywacji, samych radości i sukcesów. Abyście umieli dostrzegać małe rzeczy w życiu, które sprawiają, że ma ono wartość i jest piękne. Spełnionych postanowień. Wszystkiego dobrego!


Do napisania w 2015'tym,
Weronika G.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Dzień zły, mocno złyy... Ale narysowałam coś.

Hej Kochani!

Skończyłam rysunek. W końcu, bo mam ich pełno pozaczynanych i mało który skończony.
Tym razem na podstawie kadru z teledysku do piosenki Eda Sheerana Give me love z uroczą Isabel Lucas. Gdzieś w trakcie mnie poniosło, nie narzekam ;)


Powinnam teraz liczyć matmę, bo dostaliśmy tyle zadań, że sama nie wiem jak się wyrobię... ale rysowanie jest fajniejsze :D
Chcę mieć już liceum za sobą... Wiem, że studia będą cięższe, ale mimo to wolałabym mieć ten etap życia za sobą.

Do napisania,
Weronika G.

czwartek, 25 grudnia 2014

Święta, święta i....

I jeszcze nie po świętach ;)

Moi Kochani! 
Mimo, że wigilia była wczoraj, to chcę Wam życzyć wszystkiego co najlepsze. Dużo zdrowia, bo to jest jednak najważniejsze. Dużo miłości, szczerych przyjaciół. Mnóstwo weny twórczej! Spełnienia marzeń i tego, by wszystkie Wasze plany się udały. Dużo szczęścia!



Najgorszy czas czyli ten przed świętami w końcu minął. Dom wysprzątany, jedzenie przygotowane. Najlepszy moment czyli kolacja wigilijna też za nami. Lubię oglądać jak inni odpakowują prezenty, nawet nie sama dostawać, ale właśnie widzieć, że komuś się podoba co mu sprezentowałam. Ale nie powiem, ze swoich prezentów też jestem zadowolona :)
Teraz tylko korzystać z chwili wolnego i odpoczynku. W końcu sobie spokojnie poczytam wylegując się w łóżku. Na kolejną godzinkę, dwie przewiduję napisanie kolejnej "zapasowej" notki i chwilę z "Grą anioła" Zafona.

Miłej resztki świąt Kochani!
Do napisania,
Weronika G.

PS, macie taki miły utworek, jeden z moich ulubionych świątecznych :)


niedziela, 14 grudnia 2014

Z maturą, lenistwem i weną walki ciąg dalszy. No i koń.

Cześć Kochani :)

U mnie oczywiście po staremu. Uczę się dzielnie do maturki, nadrabiam ogromne zaległości z tych wszystkich nieobecności, których sobie narobiłam. Nie ma to jak chorować calutki miesiąc, skończy się jedno, zaczyna się kolejne. Ale kryzys zdrowotny (oby) zażegnany, mogę spokojnie dalej uczęszczać do szkółki.
Matury próbne z Operonem również napisane, wyniki też mam i powiem Wam, że spodziewałam się, że będzie o wiele gorzej. Jednak się miło zaskoczyłam :)

Skończyłam zamówienie. Na początku było ok, ale potem już się strasznie z tym męczyłam i zamiast dopracować jak powinnam i dać mu więcej detali zrobiłam byle by już było i mieć z głowy. Nie lubię zamówień, coś co bym robiła z przyjemnością zawsze mi strasznie obrzydzają. No ale pieniądze na drodze nie leżą... zwykle.

Jednocześnie powolutku się robią inne rysunki. Dawno tyle na raz nie rozpoczęłam i nie miałam aż tylu pomysłów. Jak którykolwiek do końca 2014 skończę to będzie dobrze ;) Zaczęłam nawet to wszystko spisywać w nadziei, że po maturze jak już będzie czas, to będzie mi się chciało te pomysły realizować.

Do napisania, mam nadzieję już niedługo!
Weronika G.

sobota, 22 listopada 2014

Ręka

A dokładniej moja ręka. I to tak trochę brudna :D Dzień dobry Wam tak w ogóle.
Na specjalne życzenia Raggafayi, oto jak wyglądam po babraniu się w ołówkach albo inszych pastelach, po same łokcie :D


No to na dziś tyle, miłej reszty weekendu :)
Do napisania!
Weronika G.

środa, 19 listopada 2014

Krok po kroku: Jak narysować realistycznego kota?

Cześć Kochani!
Tytuł dziś typowo ułatwiający googlom wyszukanie mojego postu... No ale mam nadzieję, że wybaczycie. I w sumie jest to jakaś mała wskazówka jak tego kota narysować bądź jak tego nie robić, przynajmniej mała analiza przydająca się chociaż mi :D
Koteła widzieliście już daaaawno. Znienawidzony przeze mnie do krzty. Podoba mi się, ale namęczyłam się z nim tak jak od dawna się z żadnym rysunkiem nie męczyłam. Czemu? A no zaraz się przekonacie.


Zaczęłam oczywiście od ogólnego szkicu i wycieniowania oka. To oko że zrobiłam od razu sobie daruję. Jednak w przypadku reszty? Mogłam lepiej zacieniować miejsca, gdzie będzie najciemniej w myśl zasady od ogółu do szczegółu. No ale po co jak Isia sobie może narobić więcej roboty i zastanawiania się, gdzie mi ten światłocień uciekł? :)


Dzielnie cieniowałam dalej.Tutaj już nieco mądrzałam, cieniowałam większą powierzchnię i dorabiałam ciemniejsze plamki, żeby efekt sierści i memłanego futerka jakikolwiek uzyskać.
Efekt na załączonym obrazku. I zaczęłam to nieszczęsne tło.... O zgrozo...


 Oczywiście tło cieniowałam by uzyskać jak najgłębszą czerń jaką byłam w stanie za pomocą ołówków. Czyli podkład HB, wtedy warstwa lub dwie 6B, na to 8B i cieniowanie HB znów, by wszystko ładnie się scaliło.Oczywiście zaczęłam cieniować pociągnięciami "żeby było szybciej". Wyszły brzydkie mazy, więc wtedy dawałam kolejne warstwy ołówków cieniując drobnymi kółeczkami, by jednak było gładko. Zamiast zrobić szybciej narobiłam sobie więcej pracy. 
A efekt? Były kamyczki w 6B jak potem zauważyłam i i tak widać te brzydkie pociągnięcia.
Następnym razem tło robię węglem.


A jak poczyniłam wąsy i białości i w ogóle różne takie? Najpierw zostawiałam wolne miejsca. Efekt taki... no brudne to było tak czy tak i na białe wąsy nie wyglądało, nieestetyczne i w ogóle. Chciałam kupić biały żelopis i tym poprawić, jednak byłam tak leniwa, że tego nie zrobiłam przez kilka miesięcy i namalowałam wąsy i poprawiłam część plamek białym lakierem do paznokci. Kolejny błąd, zniszczyłam pędzelek, a praca męcząca. Ale się dało.

Podsumowując:
* zanim się wezmę za kolejnego kota na poważne zrobię studium kociej anatomii (czyli czeka mnie kolejna seria 100'tu szkiców, o tym też zrobię notkę, jak już skończę);
* mixmedia ułatwia życie i należy z tego korzystać, a nie jak debil się upierać, że ołówek;
* zasada od ogółu do szczegółu niejednokrotnie udowodniła mi, że tak jest dużo łatwiej, szybciej, efektywniej i że nie powinnam tak od niej stronić.
* realizm polegający na dokładnym odwzorowywaniu zdjęć zaczyna mi się nudzić (powiedziała kończąc takie właśnie portrety dziewczyny i konia).


Szkoła mnie coraz bardziej wkurza, bo mam multum pomysłów jak rozwinąć moje rysowanie. Dodatkowo mam trochę roboty z rysunkami do skończenia, a pomysłów coraz więcej.
Jedno zamówienie właśnie kończę, myślę, że dziś wieczorkiem będzie finisz, jednak będę mogła Wam pokazać dopiero w grudniu (prośba klientki). Powoli, ale wszystko idzie do przodu. I tak jestem zadowolona, że jakoś ruszyłam :) Im więcej roboty tym więcej chce się robić, ot taki paradoks :D

Z tymi słowami Was zostawiam.
Do napisania,
Weronika G.

sobota, 15 listopada 2014

Krok po kroku: Jak narysowałam szkielet?

Cześć Wam!
Dzisiaj tak szybciutko, bez rozpisywania się nadmiernego. Znów z czymś starym, ale przeze mnie uwielbianym.
Jakiś czas temu robiłam filmik z Kostkiem w roli głównej robiąc coś w rodzaju time lapse z procesu powstawania. Pomyślałam, że wstawię jeszcze taką wersję mojego szkieleciku z kilkoma skanami, gdyby ktoś chciał po prostu sobie spojrzeć jak to wyglądało dokładniej. Dobra, popiszę chwilę też, no bo jakby tak inaczej :D
Na początek, wzorowałam się na tym:


Jeszcze na początku mojej rysowniczej przygody od razu bym się rzuciła na kontury i próby robienia wszystkiego od razu tak jak powinno to wyglądać na końcu. Tutaj już byłam na tyle mądra, by zacząć odmierzać ołówkiem, zaznaczać ogólnie (stąd te urocze nieogarnięte do końca krechy na początku) oczywiście delikatnie moim ukochanym HB.


 Po tym zaczęłam delikatnie rysować kształty kości, jak był na moje oko w porządku robiłam mocny kontur. Potem kościki cieniowałam gdy było ich kilka. Znów HB, wspomagany 8B.


I dalej...


Aż się rzuciłam na kredki, żeby pokolorować serce. Wtedy dorobiłam cień kładąc ołówek bokiem.

Co bym poprawiła?
*proporcje. Niestety na etapie kresek i chaosu zatrzymałam się na zbyt krótko, było iść się przejść, żeby potem świeżym okiem ocenić proporcje szkieletu.

Ale... Tak czy tak, uwielbiam ten rysunek. Nawet moje zamiłowanie do poprawnej anatomii mi nie psuje miłości do niego :D


A tak na koniec co u mnie? Wreszcie motywacja mi wraca, z tym, że teraz do rozwijania się artystycznego :D Szkoła to tam wiadomo, dość o tym. Jakoś idzie. ;)

Do napisania!
Weronika G.

niedziela, 26 października 2014

Rysunek z wyobraźni - Wróźka, rusałka czy cokolwiek.

Cześć Kochani :)
Nie umiem pisać jakichś pięknych wprowadzeń w temat, więc oczywiście zacznę prosto z mostu.

Wiecie, że kocham realistyczne, niewiarygodnie dopracowane rysunki, ale po pierwsze - nie mam czasu, po drugie - nawet takiemu maniakowi jak ja może się znudzić, po trzecie - samo rysowanie ze zdjęć paskudnie ogranicza, a rysunki są ślepo odrysowywane bez żadnego zamysłu.
 Przez to też niejednokrotnie wychodzą płaskie, skrzywione... 
Ogólnie rzecz biorąc, takie nijakie są.
Rysując z wyobraźni i z natury uczymy się inaczej patrzeć, nie jak na coś płaskiego, zbiór plam,
ale widzimy jak kreować coś, co daje trójwymiarowy efekt. 
Chyba, że chcecie, żeby było płaskie, wtedy nie wnikam :)
Z góry mówię, panna obok płaska być nie miała, tak przez przypadek mi wyszło :D


Ze względów wymienionych wyżej zaczęłam więcej rysować z natury i z wyobraźni.
Może już tę rusałeczkę widzieliście na <facebooku> albo na <deviantarcie>. 
W tym oto filmiku widać proces rysowania 
(powiedzcie mi, proszę, czy nie lepiej trochę mniej przyspieszać, 
bo mi się aż kręci w głowie od tego tempa, a nie wiem czy Wam odpowiada). 



Niestety bardzo mało widać na filmie, ale tak to jest, jak się nie ma aparatu... Nie zrobiłam żadnych zdjęć/skanów w trakcie rysunku, więc takie suche opisywanie "co i jak" w szczegółach byłoby nudne, dlatego króciutko. Nudziło mi się na lekcji, narysowałam takie coś:

Potem jak w domu na to spojrzałam, to jakoś sam do głowy wpadła mi pomysł dania tej pani skrzydełek, spiczastych uszu i żeby usiadła sobie na gałązce...
Potem szkic, który szedł już błyskawicznie, wstępne cieniowanie ołówkiem i kolorowanie kredkami.

Rysunek z wyobraźni to trudny temat, który staram się ciągle poznać, oswoić.
Chciałabym jakoś się tym z Wami podzielić, nie tylko efektem końcowym, ale też jak wygląda to w trakcie, jak próbuję to ugryźć.

Nie jestem profesjonalistką, nie musicie mnie słuchać, ale sama bardzo lubię czytać teksty o tym
i oglądać filmy jak ktoś inny rysuje/maluje. Chcę po prostu dzielić się z Wami moim procesem nauki tej trudnej sztuki. No i będziecie mogli uczyć się na moich błędach :D

Spodziewajcie się bardzo nieregularnych (ach szkoło, wcale nie kolidujesz z moim życiem!), chaotycznych notek i filmów na temat właśnie rysunku z wyobraźni.
Z natury też coś tam się szykuje :)

Mam nadzieję, że nie zamęczę Was moimi chaotycznymi, długimi tekstami. ;)

Do napisania!
Weronika G.


sobota, 23 sierpnia 2014

A ja nie kcem do szkoły... ;(

Cześć Słońca!

Dzisiaj temat mało dla mnie przyjemny jak i nowe rzeczy do pokazania.
Pod tym kątek jestem jak dziecko... Jak sobie pomyślę o szkole to mam ochotę tupnąć nogą i zapłakać, że "ja nie idę"... Nie ma co, matury nie boję się w najmniejszym stopniu, pójdę, napiszę, wyjdę. Tak mam ze wszystkimi najważniejszymi choćby egzaminami. Ale trzecia klasa? Przygotowania do owej matury? BIOLOGIA Z PANIĄ F?! O Zgrozo, dosłownie serce mi telepie i łzy się do oczu cisną jak pomyślę o pani od biologii, która już w 2'giej klasie zrobiła czysty sajgon, a co zapowiedziała na 3'cią...

No właśnie, w związku z niedługim rozpoczęciem roku szkolnego zapowiem Wam już (bo przyznajmy się, ani ja ani Wy nie wierzycie, że do końca tygodnia napiszę nową notkę), że jak napiszę jedną notkę przez te 8 miesięcy to będzie dobrze. Oczywiście nieregularność nie jest celowa, no ale co zrobić, siła wyższa. Brak czegokolwiek do pokazania=brak notek.

A z przyjemniejszych tematów to już Wam pokazuję co się stworzyło:


Baletnica z pamięci czarną akwarelą. Maleństwo to takie i szybko się ją malowało.
11x15cm.
Tylko i wyłącznie dla ćwiczenia proporcji i obsługi akwareli i pędzla.

 Simargł, albo jak kto woli ruski Paskudź.

Szybki rysunek na odprężenie, na kartonie po rajstopach. 
Format coś jak A5, biała pastela i ołówki.


Kolejny malusi, 5,8x7cm
Znów akwarelka (kooocham tę technikę mimo, że nie ogarniam)

10x16cm

akwarelka, cienkopis, kredki akwarelowe.
Miało wyjść lekko, jest troszkę ciężkawo, no trudno się mówi :) 

Może następnym razem wyjdzie lepiej.

Oczywiście dopiero jak jest ostatni tydzień wolnego to się zbieram do roboty...

Wakacje prawie całe spędziłam na łóżku przed laptopem, ale nie narzekam. Udało mi się nawet w końcu dopiąć swego i moje marzenie, które mam od już nie pamiętam kiedy, czyli właściwie od zawsze się spełniło! Tak, właśnie leczę ogromne zakwasy po trzeciej lekcji jazdy konnej i mimo, że się wczoraj ledwo ruszałam jestem szczęśliwa :D Dziwne uczucie jak na półkoloniach wszystkie dziewczyny były ode mnie młodsze, w większości sporo młodsze, w czym one sobie galopikiem a ja ćwiczyłam wyjątkowo nieudolny kłus na lonży :D Ale mimo to, tyle szczęścia co stąd do Wrocławia albo i więcej :D


Przepraszam za dziwną składnię i w ogóle inne dziwne twory gramatyczne itd. w notce, ale mój mózg postanowił, że "nie śpimy, bo tak fajniej" i niestety to się zaczęło na mnie odbijać, w tym na mojej elokwencji.

Do napisania Kochani!
Weronika G.


niedziela, 20 lipca 2014

Krok po kroku - Rajski ptak-Powietrze

Cześć Wam! :)

Wpis dzień po dniu, co się dzieje :o

Z gadaniny o tym co u mnie krótko-roztapiam się.

I bardzo szybkie krok po kroku bez opisów, bo właściwie są bez sensu w tym wypadku :)





Troszkę ponad godzina, kredki, długopis, A5.

Krótko i węzełkowato dziś :)

Do napisania!
Nika G.

sobota, 19 lipca 2014

Jestem leniwą du... bułą. Bardzo wakacyjny wpis.

Cześć Kochani :)

Serio, nawet nie wiecie jak mi dziwnie tak kompletnie nic a nic NIE MUSIEĆ.
Całe ostatnie 10 miesięcy coś musiałam. Tak bardzo się przyzwyczaiłam do trybu robienia miliona rzeczy 24/7, że jak w końcu mogę się poobijać to mam wyrzuty sumienia, bo czas marnuję...
Chore, nie?

Od 6 do 11 lipca brałam udział w Bolesławowo Business Week, każda grupa prowadziła fikcyjną firmę z pomocą amerykańskich opiekunów. Podsumuję to tak iż niesamowite doświadczenie, pokonanie wielu barier, w tym mojej tragicznej nieśmiałości (ja tańczyć na imprezie i to jeszcze sama na środku holu? A jednak mogę ;) ), przełamanie strachu przed używaniem angielskiego (dadzą Ci żywego Amerykanina i gadaj człowieku, gadaj. Rozumiesz trochę to co się boisz? :) ), mnóstwo wspomnień, wspaniałych ludzi i wielka tęsknota teraz do tego, żeby przeżyć to drugi raz. Jak ktoś ma okazję uczestniczyć w Business Week, z całego serduszka polecam :)
Tak w ogóle Amerykanie cudowni ludzie! Przesympatyczni, jak nie rozumieliśmy powtarzali do skutku choćby i 4 razy, a jeszcze nam mówili, że i tak nas podziwiają, bo u nich większość zna tylko ojczysty język, a my wszyscy polski, angielski i większość przynajmniej jeszcze coś kuma po niemiecku lub rosyjsku. :)

Podczas tego tygodnia ciągle coś się działo, był stały grafik... I jak teraz nic nie mam z góry ustalone to jest mi dziwnie :o

Teraz już tak spontanicznie, trochę rysuję, parę razy byłam nad jeziorem ("przepłynęłam" 2 metry i się nie utopiłam! yaaay! kilkakrotnie!), trochę oglądam filmy, trochę szlifuję angielski.
I gram na potęgę w Heartstone, jak typowy nolife nawet po kilka godzin dziennie.
Ot słodziutkie lenistwo. :)

Tak się ogląda filmy z psem. Zasłania dwóm osobom, bo żebra o paluszka :D
Brutus pozdrawia serdecznie moich czytelników.

Póki co szukam filmów do oglądania w oryginale po angielsku. Polecacie mi coś? :)

Żeby nie było, całkiem nieproduktywna nie jestem ;) 

 Wyciągnęłam akwarelki. 16,5x9cm, papier z opakowania czekoladek
(najlepszy papier + słodycze Kurde, zjadłoby się coś słodkiego...).
Kolorki przekłamane, zjadło sporo odcieni.
Zaczynam się zakochiwać w kolorze, w mieszaniu barw, w plamkach farby...
Zanosi się na więcej :D
 
I taki rajski ptaszek jeden z kilku planowanych ;)
A5, kredki firmy KREDKI.
A <tutaj> są króciutko pokazane poszczególne etapy jakby ktoś chciał podejrzeć ;)


Pozdrawiam leniwo i do napisania!
Weronika G.

piątek, 4 lipca 2014

Różności różniaste

Hej Wam! :)
 
Pogoda nijaka, nikomu nawet nie bardzo chce się wychodzić poza moim psem, co robić? No pewnie, że rysować! :D Uważajcie, bo jest tego sporo ;)

 Baletnicę rysowałam dawno, bo w maju 2013, jak się uchowała od pokazania to nadal nie wiem. Niestety rysunek jest mocno zabrudzony i podniszczony... więc myślałam, żeby go jeszcze zmaltretować i podpalić brzegi dla klimatu :D
Ołówek i jakiś skrawek kartki technicznej mniejszy niż A5.

A4, akwarele, niestety się pofalowało :( Nawet jestem zadowolona :)

 Papugę zaczęłam chyba jeszcze w 2012 albo nawet 2011... Dopiero mnie wzięło na kończenie. 
B4, papier do pasteli, pastele olejne, olej lniany i farby olejne.
Na digarcie mi usunęli, bo za niski poziom. 
No mówi się trudno, widocznie kółka i kreski moda to "wyższy poziom wtajemniczenia".

 To mi się nie podoba, akwarele trudne są. 
Na podstawie wiersza dobrego kolegi.
A4, akwarele i długopis.
https://www.facebook.com/RomantyNiepopra?fref=pb&hc_location=profile_browser
Tutaj macie wiersze kolegi :)

 Godzina, z pamięci.  
Pierwsza zasada rysunku, tak miało być! 
Róg wcale nie powstał, bo źle narysowałam ucho i je zamieniłam na ten róg. 
Skrzydła miały być asymetrycznie osadzone, bo tak. Łeb miał wyglądać jak u krowy. 
Łapy z tyłu miały być jakie są, wcale mi się nie pomieszało z ogonem, 
że jest długowłosy dla psa o krótkiej sierści, 
a zamaszyste cieniowanie łap w tle i ziemi wcale nie wynika z tego, że się wkurzyłam.
Demonologia słowiańska jest strasznie interesująca! Jak tylko coś więcej z tego wyciągnę to będzie więcej takich szybkich rysunków.
 
Nie znoszę  tego kota! Serio, siedziałam nad nim tyle, że już nie mogę na niego patrzeć.
Szczególnie na tło, nad którym paradoksalnie siedziałam najdłużej i gładziłam je warstwa po warstwie, a i tak nie jestem zadowolona. 
Ołówki, A4, kartka techniczna, biały lakier do paznokci zamiast białego żelopisu.



 A4, z pamięci. Żelopis i kredki firmy KREDKI.
Inspirowane Muchą i jego makaronami.

Jak typowy nolife siedzę i expię w Heartstone bardzo często zamiast robić co produktywnego.
No ale... nawet wtedy udziela mi się wielozadaniowość 
i jak ktoś za długo wybiera karty dostaję szału, 
bo kurcze, ile można siedzieć nic nie robiąc i czekając? :D 
Mnie po minucie już nosi...
No i był kawałek wolnego miejsca na kartce, ołówek, to jakoś samo się zrobiło :)

 A to moja mniej udana gimpowa dygresja w temacie.

Tu już z kolei bardziej :)


Dostałam zlecenie! :D Jeszcze się za nie nie zabrałam, bo mam sporo czasu,
więc przygotowuję się mentalnie. I szukam odpowiedniego wzorca.
Poza tym w rogu pokoju leży płyta z przymocowanym brystolem, 
spędziłam nad tym już kilkanaście godzin, a szykuje się jeszcze więcej. 
Ale chyba warto :)
Fragmenty tej pracy wstawiam co jakiś czas na <facebooka>

Ciekawe, czy uda mi się utrzymać przynajmniej taką produktywność w te wakacje :)

Miłego wypoczynku i do napisania!
Weronika G.

niedziela, 15 czerwca 2014

Krok po kroku: Jak nie rysować konia?

Dzień dobry :)

Dzisiejszy post (a właściwie rysunek, który jest jego tematem) jest dowodem na to, że umiejętności i wiedza nieużywane zanikają.

Dzisiaj rysowałam konia i dzięki temu mogę Wam pokazać jakich błędów należy unikać jak ognia.
Tak więc już Wam mówię jak zepsułam rysunek i co powinnam poprawić.

Zdjęć nie mam, ale jest film. Mam nadzieję, że oglądając go zobaczycie wszystko o czym mówię. Kombinuję jak mogę z braku statywu. Ogląda się na pewno gorzej, bo pod kątem nagrywałam, ale tym razem szło o moją wygodę, wcześniejsza statywo-zastępcza konstrukcja, z którą zwykle nagrywam zasłaniała mi kartkę.


Krok 1. Wybór zdjęcia, techniki i kartki.
Rysowałam wzorując się na <tym> zdjęciu. Kontrast jest w porządku, ustawienie zwierzęcia też, bo chyba najprostsze. Ogółem, cud miód i malina. Tylko małe. Dużo za małe. Ale ja nie dam rady?! No najwyraźniej nie dałam :D
Rysowałam miękkim węglem rozcierając puchatym pędzlem i wycierając gumką chlebową. Tutaj mój wybór był trafny.
Kartka ma dziwny format, coś pomiędzy A5 a A4. Czyli za mała. O wiele łatwiej rysuje się na dużych formatach. Szczególnie węglem.

Krok 2. Rozmieszczanie na kartce i pierwotny szkic.
W tym miejscu mała kartka to zuuoooo. Pojawił się ten problem co zawsze przy małym formacie. Zaznaczyłam zbyt dużą głowę, zrobiłam resztę szkicu i wtedy uszy. Radzę najpierw sobie chociaż kropkami pozaznaczać granice gdzie ma być głowa (z uszami!), nie będzie sytuacji gdzie łeb przytłacza w rysunku swoją wielkością, a uszy są za małe, bo się nie zmieściły. Potem już od ogółu to szczegółu, co jak widać zrobiłam, ale mimo to narysowałam za małe chrapy. Czemu? Bo nie odeszłam na chwilę od rysunku, żeby sprawdzić świeżym okiem czy ten mój wtedy kanciak jest proporcjonalny. Wesoło rysowałam dalej i złe proporcje zauważyłam jak było za późno.

Krok 3. Cieniowanie. Tu nie mam już do siebie zastrzeżeń. Cieniowałam również od ogółu do szczegółu, warstwami. Zacieniowałam najciemniejsze miejsca, rozmazałam i tak w kółko, z tym, że z coraz większymi szczegółami jak żyłki. Po drodze zaczynałam wymazywać miejsca zbyt ciemne poprawiając tym samym światłocień. Tu też widać, że przydałaby się większa kartka, trudno się cieniuje węglem tak małe powierzchnie, trudno uchwycić szczegóły.
Grzywy (a dokładniej grzywki) nie skomentuję. Po prostu jest z nią coś nie tak. Nie wiem co, nie wiem jak powinnam ją narysować. Po prostu nie umiem... Jeszcze!
Zafiksowałam lakierem do włosów i jeszcze troszkę poprawiłam światłocień.


Krok 4. Tło. Po zafiksowaniu zabrałam się za tło chcąc dać nieco głębi rysunkowi. Najpierw przy pomocy pędzla pyłkiem z węgla próbowałam coś tam cieniować. Efekty były mizerne, więc wzięłam drewienko i nim już dalej cieniowałam i rozcierałam. A i tak wyszło jak wyszło. Czyli tak:




Krok 5. Schować na dnie szuflandii i się nie przyznawać, że to moje.

A tak na prawdę będę pokazywać :) Bo przynajmniej widać, że nic samo nie przychodzi, najpierw są krzywusy, dopiero po czasie człowiek staje się mistrzem.

Żeby nie było, że nic mi się nie podoba i jestem wiecznie niezadowolona, podoba mi się obszar przy oku, ganasz i chrapy, a dokładniej jak je wycieniowałam.

A wnioski po?
* popracować nad anatomią, bo większość pozapominałam,
* wybierać większe formaty,
* częściej odchodzić od rysunku.

Mam nadzieję, że lubicie się uczyć na moich błędach i mimo niedorobień i długości post przypadnie Wam do gustu ;)

Do napisania!
Nika G.

czwartek, 22 maja 2014

Mały rzut gryzoni.

Hej Kochani!
Nie macie mnie jeszcze dość? :) Ostatnio często piszę jak na mnie. Cieszy mnie to bardzo. W końcu jest coś, co udaje mi się przynajmniej na razie robić systematycznie. Taki mały znak, że w końcu biorę się w garść :) Udaje mi się znaleźć czas na pisanie, nawet na rysowanie, ale już gorzej jest z komentarzami u Was, zawsze czytam, ale nie zawsze skomentuję, ale mam nadzieję, że jak się zrobi nieco luźniej w szkole nadrobię zaległości u Was ;)
Taaa... czas... Maj jest zdecydowanie najgorszym możliwym miesiącem w roku! Nie wiem już nawet czy w tym miesiącu był dzień kiedy nie miałam jakiegoś sprawdzianu. Czysta wariacja, nauczyciele uznali, że muszą zbiorowo nas wygnębić. I testy roczne... Dobra, koniec marudzenia! :)

Co się robi jak następnego dnia ma się kilka sprawdzianów? Owszem, rysuje się! :D

A zły humorek skutkuje szczerymi do bólu gryzoniami ;) Oczywiście wszystko ze śmiechem i przymrużeniem oka.

Zmykam na randkę z nową miłością, aldehydami i ketonami.
Do napisania!
Wykończony biochem, znaczy Nika G.

piątek, 16 maja 2014

Krok po kroku - Jak narysować realistycznego motyla? Czy może jak tego nie robić.

Cześć Miśki! :)

Dziś do Was przychodzę z małym krok po kroku jak narysowałam motyla. Co więcej, motylek miał być realistyczny. I miał być naszym rodzimym monarchem.

Specjalistką nie jestem, nadal się uczę. Mam nadzieję, że takie posty z cyklu krok po kroku pomogą zarówno mi jak i Wam i że wszyscy wyciągniemy wnioski z moich rysowniczych błędów. :)

No to lecimy z tym... monarchem. Weźcie sobie jakąś herbatkę i kanapkę, bo post jest długi. ;)
Najpierw wybrałam zdjęcie z google. A dokładniej <to zdjęcie> . Jak widać z wikipedii

Jeżeli nie widzicie skanów, czy ledwo je widzicie polecam mocniej odchylić monitor lub spojrzeć z dołu.

Potem zgodnie z zasadą od ogółu do szczegółu zrobiłam szkic. A motylkowe proporcje i tak poszły swoją drogą :) 
Zaczęłam od kreski, która zaznaczała gdzie będzie motyle... ciało? Po prostu głowa, tułów i odwłok (nie ma to jak po dokładnym omówieniu owadów na biologii nadal nie wiedzieć jak nazwać części motylka). Zauważyłam, że wewnętrzna krawędź górnych skrzydełek ma podobną długość do całego ciała. i że dolne skrzydełka tworzą mniej więcej trójkąt równoboczny. Zaznaczyłam to, dopracowałam kształty, szczegóły, wyczyściłam szkic ze zbędnych linii i jeszcze przy pomocy gumki chlebowej rozjaśniłam go, żeby nie przebijał spod kredek. I przez to praktycznie go nie widać na skanie...

Kolejny etap to już kolorowanie. Najlepsza zabawa! :D Złapałam za ciemny pomarańcz, kredka akwarelowa, bo jest najmiększa z tych, które posiadam. Zacieniowałam w miarę równomiernie pomarańczowe pola na górnych skrzydłach. Miejsca, które są jaśniejsze potraktowałam akwarelową żółtą kredką. Górnych skrzydeł nie wygładziłam za bardzo, tylko jasne miejsca, bo na zdjęciu mają lekko "chropowate" przejścia. 
Na dolnych skrzydłach dałam żółtą bazę miękką kredką, twardszą pomarańczową jednocześnie zaczęłam wygładzać i cieniować. Na koniec wszystko wygładziłam żółtą twardą.

Na górnych skrzydłach widać ładny brąz. Więc złapałam za ciemną czerwień z kredek akwarelowych i w dosłownie kilku miejscach musnęłam kolorem, robiąc okrężne ruchy. Po tej cieniuteńkiej warstewce zabrałam się za miękki chłodny brąz i nim dopracowałam wszystko, znowu okrężnymi ruchami. Zrobiłam kilka "żyłek".
Tym samym chodnym brązem wstępnie zacieniowałam obszar pomiędzy pomarańczem na dolnych skrzydłach, delikatnie wyjeżdżałam na pomarańcz, żeby uzyskać łagodniejsze przejścia.  Resztę motylka, gdzie później będzie czerń zakolorowałam twardymi kredkami, zieloną, niebieską i fioletową omijając (próbując omijać) pola, które będą białe. Zamiar był taki, żeby potem te kolory przebijały spod spodu.
Zabrałam się za miękką czarną kredkę i już widać, że coś jednak się dzieje. pierwsza warstwa była w miarę jednolita, bez cieniowania, raczej zwykły podkład. No i widać, że skan zrobiłam jak już zaczęłam nakładać drugą warstwę.
Jak widać druga warstwa już jest. I jeszcze jedna. Przyciemniłam mocniej całość miękką czarną kredką, potem docisnęłam w najciemniejszych miejscach. Wygładziłam twardymi kredkami fioletową i niebieską, dodałam kolorowe odbicie (znów fiolet i niebieski) kredkami akwarelowymi, poprawiłam białe plamki namoczoną białą kredką akwarelową. Poprawiłam cieniowanie na pomarańczowych plamkach miękkim brązem i zmiękczyłam brzegi plamek cieniując po ich brzegach czarną miękką kredką wykonując drobne, koliste ruchy.
 A to już przerabialiśmy, pierwsza warstwa czerni.
 Druga warstwa czerni z dociskaniem w najczarniejszych miejscach, wygładzanie twardą zieloną kredką i jeszcze warstwa "miętowego" (kto tak nazwa ten kolor? mięta wygląda zupełnie inaczej...) zrobiona kredką akwarelową.
Odwłok? motyla  również dopracowałam czarną kredką i wygładziłam niebieską. Zrobiłam też kilka włosków/rzęsek. Niestety białe plamki na motylku tak czy tak były bardzo nieostre, za małe, więc uznałam, że je poprawię. W tym celu sięgnęłam po białą akwarelką, rozrobiłam ją z dosłownie kroplą wody i namalowałam białe plamy od nowa.

Efekt fotorealisyczny może to nie jest, ale i tak mi się podoba. :) I rysunek spełnił swoją funkcję, oderwał mnie od świata rzeczywistego (a biologia leży i czeka).

Co bym zrobiła inaczej wiedząc jakie błędy zrobiłam?
* większa symetria, bo się posypała...
* nie bawiłabym się w szkicowanie i omijanie białych plamek, bo i tak musiałam je na nowo malować
* inaczej bym rozmieściła te białe plamki
* częściej bym zerkała na zdjęcie, bo bardziej rysowałam z głowy niż patrząc na wzór
* wybrałabym większy format, 10,5x11cm to trochę masochizm.


Notka szalenie długa, ale mam wielką nadzieję, że jednak komuś się przyda :) Sama lubię takie czytać, więc postanowiłam również spróbować swoich sił w takich postach.


Dziś już więcej Was nie męczę, do napisania! :)
Weronika G.